Wspomnienie o ś. p. Jacku Sztandorze

zdjęcie
W sobotę, 30 czerwca o godz. 13 w Rzgowie rozpoczną się uroczystości, związane z pogrzebem kościelnego Jacka Sztandora.
Urodził się 17 maja 1967 r. w Zgierzu, a zmarł 23 czerwca b. r. w szpitalu w Siemianowicach Śląskich. - Dosyć wcześnie się ożenił, bo w wieku nieco ponad 20 lat, pamiętam doskonale, bo to było na święta  Bożego Narodzenia  – wspomina Stanisław Kuzik z kręgu najbliższych znajomych. - Z wykształcenia był hydraulikiem. 27 lat przepracował jako kościelny i grobowy na cmentarzu rzymskokatolickim w Rzgowie. To było jego główne źródło utrzymania. Początkowo mieszkał w organistówce, dopóki nie zaczął budować rodzinnego domu przy ul. Wąwozowej.

Pozostawił wdowę Elżbietę, osierocił troje dzieci: Justynę, Damiana i Annę.

- Jako pracownik kościelny był po prostu perfekcyjny, jeśli chodzi o obowiązki zawodowe – twierdzi ksiądz proboszcz Krzysztof  Florczak. – Wolał zrobić zawsze więcej niż mniej. Przejmował się każdym przypadkiem zaśmiecenia terenu przed cmentarzem, odpadkami rozsypanymi wokół pojemnika. Często myślałem, że pozostanie kościelnym aż do mojej emerytury za 14 lat. Dzięki tej myśli byłem spokojny o świątynię i jej otoczenie. Był uczynny, grzeczny, uczciwy i szczery. Nigdy nie miał nic do ukrycia, ale taki otwarty był tylko w kręgu ludzi, których dobrze znał. Wspólnie jedliśmy posiłki – to okazja, żeby dobrze poznać człowieka. Czasami, w obecności kogoś z zewnątrz, mógł sprawiać wrażenie małomównego lub skrytego.

- Niechętnie przystawał na propozycję urlopu, bo już na zapas  bał się braku zastępstwa. Wyjeżdżał na rodzinne wakacje, ale jego pasją była praca, praca i jeszcze raz praca – przypomina sobie ks. K. Florczak. - Nie miał hobby, sport go nie pociągał, a telewizję to raczej rzadko oglądał. Był niewymownie wrażliwy.

Włodzimierz Kupisz
Fot. Archiwum rodziny
powrót