Z Włoch przez Rzgów do Łodzi, pedałując rękami! - Gmina Rzgów

Z Włoch przez Rzgów do Łodzi, pedałując rękami!

zdjęcie
Około 200 km dziennie pokonywał na rowerze przez ostatni tydzień Krzysztof Jarzębski, niepełnosprawny kolarz, który dziś (4 października) odwiedził Rzgów na ostatniej prostej swego rajdu z… Rzymu.
To kolejny wyczyn 62-letniego pabianiczanina, który mimo braku dolnych kończyn wsławił się już m.in. przejazdem na jednośladzie przez całe USA (San Francisco – Nowy Jork), pokonaniem w ciągu 4 godzin dwóch pełnych maratonów na ulicach Paryża, a także wejściem na rękach, do tego w kamizelce obciążającej, po 1700 schodach Pałacu Kultury i Nauki w Warszawie.
- Ręce mam silne – przyznaje pan Krzysztof. – W końcu to, co zwykle kolarz ma w nogach, ja muszę mieć w rękach.
Na ostatni nocleg w trakcie swej podróży na rowerze ręcznym z Włoch niezwykły sportowiec zatrzymał się w rzgowskim hotelu „Ozimar”. Nim wyruszył do Łodzi na spotkanie z kibicami, wpadł jeszcze do Urzędu Miejskiego w Rzgowie na kawę i ciastka…
„Pokazowo-wyczynowy przejazd rowerem ręcznym na trasie Rzym – Wiedeń – Bratysława - Łódź”, bo tak brzmi oficjalna nazwa najnowszego przedsięwzięcia pana Krzysztofa, rozpoczął się w piątek 27 września. Kolarzowi towarzyszył czerwony ford galaxy, a w nim – asekurujący sportowca Tomasz Olban, pabianicki przedsiębiorca i prezes Klubu Kolarskiego PTC Pabianice. Przez duże miasta jechali „na kogucie”! Pan Krzysztof pedałował w barwach narodowych, odwiedzając po drodze polskie ambasady – w Rzymie, Wiedniu, Bratysławie. Cała trasa miała 1680 km, z czego pedałując rękami pan Krzysztof przebył około 1100 km.
- Cóż, po autostradzie nie da się jechać rowerem… – tłumaczy Tomasz Olban.
Krzysztof Jarzębski mówi, że swym wyczynem chciał po raz kolejny zachęcić wszystkie niepełnosprawne osoby do aktywności fizycznej. Niekoniecznie, rzecz jasna, w tak ekstremalnym wymiarze, jak to jest w jego przypadku.
Jak o swoją wyjątkową formę dba pabianiczanin? Codziennie o godz. 6 rozpoczyna trening na tzw. trenażerze…
- W suszarni, w bloku, gdzie mieszkam – opowiada. – Potem przez trzy godziny ćwiczę na siłowni, a następnie trzy godziny jazdy po ulicach…
No i wtedy z Rzymu do Łodzi to tylko myk, myk!

Tekst: Małgorzata Trzuskowska
Fot.: Małgorzata Trzuskowska, Michał Sowa
powrót